Łukasz Orbitowski – Tracę ciepło

Łukasz Orbitowski w „Tracę ciepło” buduje klimat Krakowa stopniowo, powoli i niespiesznie. Zaznajamia czytelnika z sytuacją i życiem dwóch głównych bohaterów, którzy chodzą do tej samej klasy, ale ich światy są zupełnie różne. No, może nie zupełnie. Chłopcy w wyniku nieoczekiwanych wydarzeń zaprzyjaźniają się. Kuba to taki klasowy dureń, ciamajda, szykanowany i prześladowany przez kolegów. Nieodłącznym elementem Kuby jest książka. Konrad to zupełne przeciwieństwo Kuby. Chuligan ze slumsów, cwaniaczek, który należy do grupy prześladującej Kubę.

„- Świat cię j****, co? Świat to Grela, ja, Kajtek, paru innych. Ty cały czas myślisz, że świat jest do dupy. A to z tobą jest coś nie tak. Jeśli żadna dziewczyna na ciebie nie spojrzy, jeśli koledzy robią z ciebie jaja, to znaczy, że ty jesteś p*********, a nie na odwrót. Dziwię się, że tego nie dostrzegłeś i nic nie próbowałeś zrobić. – Odplunął ozdobnie. – I wiem, co mi powiesz. Że za trzy miechy kończy się szkoła. I pójdziesz do liceum, gdzie znajdziesz podobnych sobie, bo wątpię, żebyśmy się spotkali w mojej zawodówce. Tam, myślisz, będzie lepiej? Ch*** będzie. Potem sobie postudiujesz, zaczniesz roboty szukać i dopiero wtedy dowiesz się, co znaczą bęcki – przełknął ślinę.”

Czy może być bardziej barwna para przyjaciół? Pewnie może. Pomimo odmiennych charakterów i usposobienia chłopcy  posiadają szczególną cechę, dzięki której zostaną przyjaciółmi na lata.

 
orbitowski-trace-ciepło

W „Tracę ciepło” zachwyciły mnie opisy Krakowa. Opisy plastyczne, sugestywne i oczyma wyobraźni przeniosły mnie do tego miasta.

Piątek zaczął się deszczem i dwiema sensacyjnymi informacjami. Przemokłem mimo ortalionowej kurtki z kapturem. Kazimierz w deszczu staje się szary jak gołąb i wesoły niczym stypa. Kamienice upodobniają się do siebie, niebo nabiera koloru asfaltu, a rynsztokami sunie ołowiana lura. Pijaczki kokoszą się w bramach, nieodróżnialni od zadrapań na murze, w oknach słabo migoczą światła. Z liści znika zieleń, a wąski czworobok naszej podstawówki przypomina arkę gotową do żeglugi po wzburzonych wodach edukacji.”

Smakowałam każde słowo, czytałam i wracałam do poprzedniego akapitu. Dla mnie rewelacja! Niezwykłe ujęcie miasta, które wchodzi w nowy okres. Tak jak główny bohater stawia krok w przyszłość, przeobraża się i dojrzewa.

„Od roku zero Kraków zmienił się nieprawdopodobnie. Powyrastały osiedla, domy obsiadł grzyb reklam, nad knajpianymi ogródkami zakwitły parasole, a Kazimierz z zaplutej dziury stał się dziurą dla snobów. Rynek przeobraził się najmniej, nieustannie remontowany, wykładany kostką i kostki znów pozbawiany. Wciąż jest magicznym palcem, choć jego magia to raczej zabawa w doktora lub wróżenie z fusów niż prawdziwe czary. Kamienice wydawały się zmęczone własną dostojnością i gdyby miały nogi, zabrałyby ceglane tyłki do Kazimierza nad Wisłą, Sandomierza, Gdańska czy Wrocławia, gdziekolwiek, gdzie żyją artyści młodsi od nich. Czasem więcej jest życia w kawiarnianym stołku niż w tym, kto na nim siedzi.”

„Kapitalizm wychylający nieśmiało głowę na Rynku, kluczący przez Wawrzyńca, by go nie obili, na Szewskiej rozkwitał w całej pełni.”

 http://obsesjaczytania.pl/wp-content/uploads/2015/01/orbitowski-tace-cieplo-1.jpg

„Tracę ciepło” to książka, którą przeczytałam po „Zapiskach Nosorożca”. Na półce czekają jeszcze dwie kolejne i nie mogę się doczekać, co mnie w nich spotka. „Tracę ciepło” wchłania w całości. Autor prowadzi czytelnika powoli, niemal sennie, zanurza czytelnika w wydarzeniach, by w momentach kluczowych tak przyśpieszyć akcję, że oczy nie nadążają za pożeraniem słów, zdań, akapitów. Czytając „Tracę ciepło” miałam wrażenie, że otwieram umysł na rzeczywistość będąca pod powierzchnią. Rzeczywistość widoczną dla wybranych. „Tracę ciepło” trzeba przegryźć, przetrawić, by później móc powrócić do realnego, swojego życia. I czy na pewno to, co widzę to wszystko?

„- Tak nie może być – powiedziałem. – Albo coś jest, albo czegoś nie ma. Albo widzą to wszyscy, albo nikt.

- Bzdura. Właśnie stało się inaczej.”

Moim zdaniem Orbitowski napisał świetną powieść grozy, która może konkurować ze światowymi nazwiskami pisarzy tego gatunku. Niezmiernie się cieszę, że odkryłam twórczość Łukasza Orbitowskiego. Podoba mi się styl pisania, tworzenie klimatu, bohaterów. Język, którym posługuje się autor jest barwny, soczysty i niemal oddaje namacalnie świat bohaterów.

 

Poniższy cytat zamieściłam bo musiałam, i tyle :) Jest o książkach – to wszystko tłumaczy :)

„W roku zero książki były najpiękniejsze. Huragan wolności wymiótł szare okładki; teraz każda kapała kolorami, grube złote litery układały się w nazwiska zachodnich autorów i prawie wszystkie mógłbym sobie powiększyć i powiesić w pokoju. Brałem je do ręki, pachniały farbą, papier szeleścił śliczniej od drzew, a ja kupowałem, ile chciałem, bo książki były tanie. Ludzie brali je seriami, wedle tematu lub wydawnictwa. W ciepłe dni (a ten kwiecień był ciepły) mogłem siadać na Plantach i czytać aż do zmroku. Tylko ojciec się wpieprzał, że późno wracam.”

Autor - Łukasz Orbitowski

Tytuł - Tracę ciepło

Wydawnictwo - Literackie, 2007

Liczba stron - 392


Moja ocena

2 opinie

  1. Fajnie, że nadal się Orbitowski podoba – teraz czuję, że i ja muszę poczytać coś więcej, bo tylko „Nadchodzi” za mną. Ale na czytniku czeka „Szczęśliwa ziemia” :)

    odpisz
  2. W kolejce mam „Szczęśliwa ziemia” i „Widma” :) Nie zwlekaj, czytaj ;)

    odpisz

Czekam na Twoją opinię :)

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>