Stephen King jak żaden inny pisarz, potrafi wprowadzić czytelnika w świat swoich historii, że ten całym sercem i umysłem się w nich zatraca. Książka jest dużych rozmiarów, ale to nigdy mnie nie odstraszało wręcz zachęcało. Wiele wątków, wiele historii zawartych w powieści łączy miasteczko Derry.
Autor sprawnie splata ze sobą ze sobą historię, którą łączy miasteczko. Wydarzenia teraźniejsze miesza z przeszłością tworząc niesamowity i mroczny klimat. Powieść dotyka również tak różnorodnych problemów – rodzinnych, rasowych, obyczajowych i kulturowych. Tylko King potrafi tyle odmian zła wcisnąć do swojej książki, które wdzierają się i targają człowiekiem. Czytając „To” mistrz grozy dostarcza przyjemnego dreszczyku emocji, a wszystkie elementy wskakują na swoje miejsce. W pewnych momentach siedząc w parku pochłonięta lekturą, rozglądałam się ze strachem, czy coś nie wyłoni się zza drzewa.
Akcja powieści toczy się w Derry, małym amerykańskim miasteczku. Derry to nawiedzone miasteczko, w którym siódemka dzieci spotkała To. Nie pokonała Tego. Po dwudziestu siedmiu latach wracają, by powstrzymać i zabić To. Zapomniane lęki z dzieciństwa powracają, a oni muszą odnaleźć w sobie dziecięcą wiarę i wrażliwość.
King porwał mnie bezgranicznie. Nie mogłam spokojnie usiedzieć czytając „To”. Dosłownie mnie wchłonęło Derry i To czające się w kanałach pod miasteczkiem. Nie mogłam jej odłożyć bo w umyśle słyszałam: co dalej jak to się skończy?! Z uwagi na ograniczoną ilość czasu „To” pochłonęłam w tydzień. Jeżeli zastanawiasz się czy warto czytać „To”, to odpowiadam – bezsprzecznie tak!