„Nocne zwierzęta” to debiut Patrycji Pustkowiak. Na okładce autorka napisała, że: „Zawsze chciałam napisać powieść alkoholową z kobietą w roli głównej. Wymyśliłam więc Tamarę Mortus i skazałam ją na upadek, wysyłając na spotkanie z jej własnymi demonami. Oraz z tymi, które powołuje do życia współczesna cywilizacja, ten katalizator udręk.”
Zabrałam się za lekturę z dużą dozą sceptycyzmu i ciekawością. Fabuła powieści obejmuje trzy dni, w których poznajemy świat Tamary. Jest to świat totalnej pustki i samotności w wielkim mieście. Poczucie zagubienia, staczania się i sięgnięcia dna to główny motyw powieści. W książce znajdziecie istny kociołek używek, rozrywek i dążeń, które prowadzą do samounicestwienia.
Postać Tamary jest do bólu przerysowana, ale to nie jest zarzut. Pustkowiak skondensowała w jednej osobie bolączki współczesnego wielkomiejskiego życia. Brak wchodzenia w głębsze relacje, prześlizgiwanie się po powierzchni, brak oparcia i atakujący człowieka ze wszystkich stron konsumpcyjny model życia, który powoduje całkowite zagubienie człowieka. Trzeba mieć! Mieć wszystko. Kolorowe magazyny, media i telewizja serwują istną papkę jak ma wyglądać życie i co uczyni człowieka szczęśliwym. „Nocne zwierzęta” to ciekawy sposób przedstawienia współczesnego człowieka, który posiada nieograniczone wręcz możliwości wyboru drogi życia. Czytając „Nocne zwierzęta” skojarzył mi się typowy „Fast-food” – szybko, łatwo i natychmiast, by czuć się wartościowym, spełnionym i szczęśliwym. Bez trudu i wysiłku z naszej strony, a przede wszystkim bez zaangażowania emocjonalnego w cokolwiek.
Książkę czyta się szybko, a nawet błyskawicznie. Patrycja Pustkowiak sprawnie operuje słowem i pozwala czytelnikowi na płynne wejście w życie Tamary Mortus. Momentami czułam niesmak, czasem opisy mnie odrzucały. Język powieści jest wulgarny i soczysty, ale coś nie pozwoliło mi odłożyć książki na dłużej. Drugą połowę książki uważam za lepszą, ponieważ język, którym posługuje się autorka osiągnął najwyższy poziom i całkowicie mnie pochłonął przedstawiony świat. „Nocne zwierzęta” to książka, którą warto przeczytać, ale jakoś szczególnie mnie nie porwała. Określiłabym ją książką na jeden raz.

Ciekawa opinie
Z tego co czytam, to książka również nie banalna. Raczej jeszcze nie miałam styczności z tą pisarką a już na pewno nie z tą książką. Na ten moment bardzo dużo książek na półce do przeczytania, więc raczej po „Nocne zwierzęta” długo nie sięgnę, ale recenzja zachęcająca 
To pierwsza powieść Patrycji Pustkowiak i zachęcam do przeczytania (jakoś w przyszłości). Warto ją sobie zapisać i kiedyś przeczytać. U mnie lista książek, które chcę przeczytać nie ma końca… ale to chyba norma
U mnie też to norma – zarówno jeśli chodzi o listę marzeń, jak i gotowy do czytania stosik
a wczoraj znowu zgrzeszyłam w księgarni, tym razem naukowo – ale cóż można poradzić jak świetne wydawnictwo wyprzedaje nowe książki po 10 zł, ktoś by się oparł? 
Ja na pewno bym się nie oparła
Też zaszalałam w antykwariacie 
Chyba nie sięgnę po tę pozycję. Tematyka jest dość intrygująca i recenzja w pewien sposób zachęca, jednak wydaje mi się, że nie będę potrafiła w 100% wejść w ten świat.
Książka jest specyficzna i nie dla każdego. Jednak warto ją przeczytać że względu na język, którym posługuje się autorka
Jeszcze trochę i się skuszę
Ciekawy język… Co masz na myśli?
Jeśli się skusisz to czekam na Twoje wrażenia
Język doskonale oddaje świat Tamary i jej postrzeganie rzeczywistości.