Alice Munro to laureatka literackiej Nagrody Nobla. Długo za mną chodziła chęć zapoznania się z jej twórczością. Z jednej strony słyszałam głosy pełne zachwytów, a z drugiej strony, że nic szczególnego i nie ma się czym zachwycać. Będąc pewnego, jeszcze jesiennego dnia w antykwariacie miła pani namówiła mnie na „Miłość dobrej kobiety”. Podzieliłam się z nią swoimi wątpliwościami, ale bardzo zachęcała. Przekonywała, że opowiadania Munro są świetne. Po takich zapewnieniach i dając jej kredyt zaufania postanowiłam książkę kupić. I leżała sobie grzecznie na półce, czekała na swój czas. Znalazła się nawet w moim postanowieniu noworocznym i w końcu zabrałam się za czytanie.
„Miłość kobiet przyjmuje rozmaite formy: uczucia matki do córki, dziecka do dorosłego, żony do męża, przyjaciółki do przyjaciółki – Munro pokazuje je wszystkie z niezwykłą wnikliwością, odsłaniając siłę emocji oraz głębię i zawiłość zwyczajnego życia.”
I jak wypadła twórczość Alice Munro? Czy mi się podobało? Otóż, wpadłam po uszy. Pisarka snuje opowieść powoli, statecznie, bez pośpiechu. Jeżeli chcecie zwrotów i dynamiki to zdecydowanie zły adres. Jeśli jednak chcecie smakować słowa, nieśpiesznie poznawać i wejść w świat kobiet zwyczajnych to, ta książka jest dla Ciebie.
Opowiadania napisane przez Alice Munro skojarzyły mi się z takimi nitkami puszczonymi wolno na wietrze. Nitki te unoszą się, to spadają, to zataczają krąg, to pikują w dół z oszałamiającą prędkością. Nitki, które poddają się sile wiatru, ale również z nim walczą o swoje i szukają swojego miejsca.
„Miłość dobrej kobiety” to osiem opowiadań, które łączy moc emocji, dążeń, pragnień kobiet. To mnóstwo niedopowiedzeń, pytań, które pojawiają się w głowie w trakcie czytania. I zaskoczenie i wielkie oczy – jak to koniec? Już? Naprawdę? Co dalej? Autorka zostawia czytelnika nienasyconego, ale paradoksalnie wypełnionego po brzegi. Zostałam z pytaniami, na które sama musze sobie opowiedzieć. Alice Munro pisze o kobietach, zwyczajnych i wiodących normalne życie. Ale pisze nie tylko o kobietach, bo życie kobiet ściśle splata się z życiem mężczyzn. Autorka opowiada czytelnikowi przede wszystkim o kobietach, a w tle kreśli interesujące sylwetki mężczyzn, którzy obecni są w ich życiu.
„Musi to zmienić – musi przestać myśleć, przestać pragnąć i zezwolić na to, żeby jej świadomość zatopiła się w pełni w jego świadomości. Niczym wodorosty, które kołyszą się pod powierzchnią wody. Popatrz w dół, popatrz – spójrz, jak wodorosty kołyszą się na wodzie, żyją, ale nigdy nie przebijają się na powierzchnię.”
Była to dla mnie ekscytująca wyprawa w głąb kobiecych uczuć. Jestem pod wielkim wrażeniem i bardzo się cieszę, że na półce czeka na mnie jeszcze jedna jej książka.
Zachęcam do lektury, nie namawiam. Może ktoś się skusi i odkryje piękno słowa pisanego przez Alice Munro.

O, to bardzo się cieszę, że Ci się spodobało :)! A co jeszcze czeka na półce? Polecam bardzo „Przyjaciółkę z młodości” – zresztą im więcej Munro czytam, tym bardziej mi się jej proza podoba.
„Dziewczęta i kobiety” czekają na półce. A „Przyjaciółkę…” wpisuje na listę